– Naprawdę nadal chcesz mi wmówić, że jesteś nią? – zapytał z niedowierzaniem, że

an43
aż do tej chwili.
- Hm, może i podziałało - zlustrował ją krytycznym spojrzeniem.
będzie poprawiać. Od dziesięciu lat śniła o tym, jak zabija Pavona,
automatyczną sekretarkę w gabinecie Susanny: powiedział, że
prowadząc po trzech stopniach do wejścia. Otworzył zewnętrzne
do Loli.
przemytem ludzi przez granicę.
Diaz milczał, rozważając coś w ciszy. Wreszcie pokręcił głową.
przyjaciela.
półgodzinie poddała się i zwlokła z łóżka, by zrobić sobie kawy
rozejrzał się po okolicy i znalazł dom na tyle oddalony od innych, by
kobiety.
się od myśli o Tierze Alverson. Czternastoletnia dziewczynka nie

wydarzenia ostatnich dni. Intrygowało go, jakim cudem ta kobieta – Jennifer? – wiedziała,

Poza tym nie miała teraz czasu na romansik, mały czy duży. Nie


- Zawsze, od kiedy mogę.

– Tak, ale nawet nie wyjąłem pistoletu z kabury. Wiedziała, że do niej nie strzelę.
– Boże drogi, dlaczego? – Wstała gwałtownie, spojrzała na Bentza, jakby przyleciał z
Przez całe życie tylko ona jedna nazywała go RJ. Jezu. Z trudem przełknął ślinę.

czy ona chciała iść do łóżka z facetem, którego wciąż się bała?

gorsza, by jego pragnienie przerodziło się w obsesję. Słyszała o takich psycholach. „To ty idź do diabła”. Te słowa wciąż do niej wracały. Może i ona ma już swojego psychola, który myśli o niej obsesyjnie. Może to ten łysy facet, który zawsze siedzi w kącie tuż przy kurtynie? A może ten z siwiejącą brodą i złym spojrzeniem, który położył pieniądze na scenie dopiero wtedy, gdy zrzuciła spódniczkę i bluzkę i schyliła się po forsę, a on patrzył pożądliwie na jej cycki. Kiedyś widziała jak składa banknoty i liże ich brzegi długim, szpiczastym językiem, cały czas patrząc jej prosto w oczy. Ten facet wzbudzał w niej strach. Był jeszcze taki z płaską twarzą, który kiedyś skrył się w ciemnościach baru i skierował palec prosto w jej krocze, jakby celował z pistoletu. Musi jak najszybciej z tym skończyć. Zanim spotka ją coś złego. Zakręciła głową i pociągnęła dłońmi po udach. Pieniądze Montgomerych to przepustka do wolności i szacunku. Owinęła się wokół rury, a jej długie włosy zafalowały. Wtedy go zobaczyła. Skryty w ciemnościach, siedział w kącie z dala od sceny. Śledził każdy jej ruch. Pożądliwie. Chciwie. Mężczyzna, którego ochoczo wpuściła do swego łóżka, choć na próżno starała się zamknąć przed nim swoje serce. Był szanowany. Miał pieniądze. Należał do elity Savannah. A mimo to pragnął jej; widziała to w jego oczach. Nie podobało mu się, że tak zarabiała na życie, ale jednocześnie podniecało go to. Drażniło i podniecało. Zrobiła więc coś specjalnie dla niego. Wsparła się całym ciałem o rurę, chwyciła w dłonie piersi, dotknęła brodawek, pochyliła się i polizała je. Rozległy się okrzyki zachwytu. Nie wiedzieli, że tańczy dla jednego mężczyzny, że zbierając z podłogi pieniądze, kręcąc cyckami i tyłkiem przed ich obślinionymi mordami, w myśli pieprzyła się z tym wielkim facetem siedzącym w głębi sali. Był żonaty, ale to nie zmniejszało jej pożądania. Odwróciła się, prezentując napięte pośladki, i zaczęła lizać rurę. Niemal czuła jego drżenie, gdy odchylony na krześle w jednej ręce trzymał drinka, a drugą dyskretnie schował do kieszeni. Muzyka ucichła, a ona posłała mu pocałunek, chociaż każdemu facetowi w barze zdawało się, że jej wdzięki sadła niego. Boże, gdyby wiedzieli, jak nimi wszystkimi gardzi. Byli wstrętni. Zawsze tacy będą. Kuszącym, roztańczonym krokiem zeszła ze sceny. Znikła za kurtyną, gdzie przykryła się szlafrokiem i zaczęła ścierać wacikiem makijaż. Nie przychodził tu często. Nigdy nie zjawiał się w weekendy, gdy schodziło się więcej ludzi. Nie mógł ryzykować, że ktoś go rozpozna. Ale gdy się pojawiał, był to znak. Wiedziała, że za kilka minut przyjdzie za kulisy, przekupi ochroniarza, żeby wpuścił go do tego nędznego pomieszczenia zwanego umownie garderobą. Gdy inna dziewczyna będzie zabawiać tłum, on przyprze Sugar do toaletki, wyjmie ze spodni fiuta, odwróci ją, żeby musiała patrzeć w lusterko, i wejdzie w nią od tyłu. Bez słowa. Będzie twardy, podniecony jej tańcem. Szybko skończy. Nie ma tu miejsca na uczucie. Twarz mu poczerwienieje, będzie pomrukiwał, a ona uda, że ją to podnieca.
Zaczęli wychodzić parami, grupkami, pojedynczo. Żartowali, śmiali się, bawili
artystów z lat osiemdziesiątych – Journey, Bruce Springsteen, Bon Jovi, Pointer Sisters,