- Słyszałeś kiedyś o facecie, który nazywa się Diaz? - spytała.

jachtów, kołyszące się łagodnie w strzeżonej przystani, lśniły w świetle księżyca. W oddali, na końcu falochronu, majaczyło coś, co wyglądało na przeszkloną restaurację, podświetloną od dołu. Apartamentowiec otaczały wypielęgnowane ogrody, połączone oszklonymi przejściami. Wszystkie były usytuowane po tej samej stronie mierzei, z zatoką po jednej stronie i prywatną plażą po drugiej. Prawdziwy raj milionerów. A przecież jej ojciec nie był milionerem, tylko sprytnym kombinatorem.
— Przypuszczam, Tempero, że nie byłabyś zadowolona,
z nimi.
Florencja! Jak bardzo średniowieczny władca Lorenzo de Medici musiał kochać to miasto, skoro zlecił jego ozdobienie najzdolniejszym i najbardziej twórczym artystom swoich czasów.
- Ze względu na Sylwię?
Zapomniała, że jest księciem, że już ma swoją księżniczkę.
opuszczał dom. Zgodził się ostatecznie zabrać torbę podróżną, ale
Niezupełnie.
Matthew... nie wiedziałyśmy, co o nim myśleć. Ale teraz jest inaczej
naprawdę nie żyje!
chociaż pies
wyrzutkami. W końcu zaprzyjaźniłyśmy się.
- Jestem przekonany, że nie ma powodu do zmartwienia - mówił
dziewczynkami, kiedy niespodziewanie wrócił z Irlandii Mick - i

gdy Diaz spojrzał na nią i powiedział...

tak siedzieć i patrzeć? I czepiać się mnie - rzekła.
- Może trochę. Ale widziałyśmy, jak mama się czuła, była taka
— Udałoby mu się zbiec, gdyby jeden z policjantów nie

Zastanawiała się, jak wielu mężczyzn przebywających na

chyba pracować za dwóch - to było jedyne sensowne wytłumaczenie
Diaz spojrzał na nią z ledwie dostrzegalnym zaciekawieniem,
*

- Z rozkoszą - odrzekł, wstając.

zastając go czekającego na jej powrót. Ale nie dziś, nie tej nocy.
obrazów, które zapominała natychmiast po kolejnym ocknięciu. Mimo
przez ramię.